Nosząc w duszy obraz Boga Ojca, bez granic miłującego człowieka,  Ksiądz Prymas z całą mocą bronił wiary jako największej wartości  w życiu człowieka i Narodu.

Dla obrony tej wiary zawarł w 1950 r. „Porozumienie” z władzami państwowymi, aby zapewnić ludziom obecność Kościoła w ich życiu. Gdy władze raz po raz łamały paragrafy zawarte w „Porozumieniu”, Ksiądz Prymas upominał, prosił, wysyłał memoriały. Gdy jednak w 1953 r. rząd chciał przejąć władzę nad kapłanami i decydować o obsadzaniu stanowisk kościelnych, wtedy Ksiądz Prymas zaprotestował z największą mocą:

Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara – Cezarowi, a co Bożego – Bogu. Ale gdy Cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: nie wolno!

Za tę postawę zapłacił więzieniem, ale nie zaprzestał obrony  wiary w życiu Narodu. Odbieranie wiary uważał za największa krzywdę wyrządzoną człowiekowi i narodowi. Kto odbiera Polsce wiarę, upominał często, nie kieruje się jej dobrem, nie bierze pod uwagę polskiej racji stanu. Ostrzegał całą mocą:

Wrogowie wiedzą, co Narodowi służy, a co mu szkodzi. I jeśli chcą mu zaszkodzić, niszczą to, co mu pomaga. Dlatego też najeźdźcy zawsze niszczyli Kościół i chcieli zatrzeć ślad moralności chrześcijańskiej w życiu Narodu. Dlatego starli się Naród upodlić i rozpić. Są to lekcje z niedawnej przeszłości. Obyśmy ich szybko nie zapomnieli, mogą się nam bowiem przydać.

Wrogów naszego Narodu poznajemy po tym, jak się odnoszą do Boga i do moralności chrześcijańskiej. Umieją oni ocenić sens tej moralności dla nas, wiedzą, że jest ona siłą i mocą Narodu, że najlepiej służy jego bytowi, całości i jedności. I dlatego chcąc zniszczyć Naród, niszczą jego wiarę i moralność chrześcijańską.

Ksiądz Prymas Wyszyński zawsze jawnie bronił wiary. Nie miał dostępu do środków przekazu. Jedyna możliwością kontaktu ze społeczeństwem była ambona. Przekonywał wrogów Kościoła, ze prześladowanie Boga nie przynosi nikomu korzyści, a tzw. „nowa socjalistyczna” moralność budowana jest na zbyt chwiejnych i zmiennych zasadach, aby mogła się ostać. W jednym z kazań mówił:

Jeżeli więc, apostołowie moralności świeckiej nie korzystają ze swej trudnej, kosztownej a beznadziejnej pracy odzierania kultury Narodu z wartości chrześcijańskich, to pytamy: po co ten wysiłek? Czy nie lepiej byłoby iść do kopalni wyrąbywać węgiel, aniżeli Boga wyrąbywać z serca Narodu? Bo tak zwana laicyzacja Narodu wierzącego, Narodu, który ufa Bogu żywemu, podobna jest odzierania drzew z kory, do zrywania z nich paków i kwiatów, aby nie dopuścić do wzrostu owocowania młode . Pytamy więc: jak będą wyglądały te młode drzewa polskiej ziemi? I po cóż ta praca? Czy w Polsce nie ma pilniejszych zadań?

pages: 1 2

 

Comments are closed.